czwartek, 6 października 2011

Owen Jones "Ornament"





Umiejętność szycia, dziergania, szydełkowania, tkania jest tylko umiejętnością techniczną. Każdy się może nauczyć, podobnie jak obierania ziemniaków. ;)
Żeby stworzyć piękną rzecz wykraczająca poza ramy estetycznej schludności, potrzebny jest talent (rzecz niemierzalna). A żeby talent się nie zgubił wśród rozmaitych wizualnych bodźców, nieodzowną staje się rzetelna dawka wiedzy teoretycznej z zakresu sztuk pięknych (a czasem i techniki). ;)

"Ornament" Jonesa został wydany po raz pierwszy w 1856 roku i powstał w celu usystematyzowania wiedzy na temat charakterystycznych cech zdobniczych kilku krajów europejskich oraz Bliskiego Wschodu. O ile pamiętamy z historii, w XIX wieku we wzornictwie i architekturze królował eklektyzm, natomiast Jones postanowił swoim kompendium przeciwdziałać bezmyślnemu mieszaniu mieszaniu elementów pochodzących z różnych źródeł. Trzeba przyznać, że wykonał olbrzymią pracę i jego praca może wciąż doskonały podręcznik stylu dla młodych. Ponoć była inspiracją nawet dla wielkiego architekta, Franka Lloyda Wrighta. :)

Co znajdziemy w książce? Szczegółowy przegląd wzornictwa - m.in. egipskiego, greckiego, pompejańskiego, arabskiego, tureckiego, chińskiego, włoskiego - obejmującego architekturę, ceramikę, kowalstwo i oczywiście TEKSTYLIA. :D Zobaczymy np. skąd się wziął znany wzór paisley. Wszystkie rozdziały są bogato ilustrowane, większość ilustracji jest kolorowych. Wydanie współczesne opatrzone jest dodatkowymi komentarzami pozwalającymi czytelnikowi na szersze zrozumienie kontekstu. Reasumując książka jest i do czytania i do oglądania.




Moim zdaniem eklektyzm sam w sobie nie jest złym i mieszanie może dać zupełnie nową, interesującą jakość. Tak jak mieszanie czerwieni z żółcieniem daje kolor pomarańczowy. ;) Jednakże wiedza jak wygląda czysty styl, dajmy na to, mauretański, pozwala stosować jego ozdobniki z większą świadomością. Znać po prostu receptę na ten pomarańcz. ;)
Choć i tak nie uciekniemy od cudzych wpływów, ale to już chyba temat dla antropologa kultury.

Swoją drogą - czy ktoś zgadnie, skąd pochodzi poniższa tkanina?




Rozwiązanie podam w poście za jakiś czas, a tymczasem polecam książkę i wracam szybko do dalszej lektury. :)


7.10.2011
Podaję odpowiedź - jest to tkanina pochodząca z Indii. A wygląda całkiem swojsko, prawda? ;)


poniedziałek, 3 października 2011

Tack och lov för IKEA! część II




Dzisiaj druga część spisu powszechnego projektantów współpracujących z IKEA (dla ciekawych: pierwsza część znajduje się tutaj). Ciężko czasem znaleźć dobre źródła informacji, często projektanci nie mają swoich stron lub strony dopiero się robią...


  • Beckhams College of Design, czyli zbiorowa gwiazda najnowszego katalogu na rok 2012. Na kilkudniowych warsztatach studenci powyższej szkoły tworzyli różnorodne motywy, które potem w całość poskładała Emma Jones. Efektem ich pracy są tkaniny MADDE, EDMA, GULLIVI, LILLIVI, JULITA i DURITA (oraz jeden wzór pościeli i jeden wzór zasłonki prysznicowej). Tradycyjnie zachęcam do zajrzenia na stronę szkoły, gdzie zamieszczono dużo zdjęć szkolnych projektów.

Kolekcja dla IKEA - zdjęcie pochodzi z Ikea.com

  • Inga Leo - współpracuje z IKEA od dwudziestu lat. Jest autorką tkanin ROSEMARIE, które już święci triumfy na polskich i zagranicznych blogach. Kępki róż na białym lub szarym tle najwidoczniej potrafią uderzyć w czułe struny dusz pań domu i domowych artystek. :) Prócz romantycznych tkanin projektuje romantyczną pościel (np. Emelina Knopp). Inga mieszka na południu Szwecji (miejscowość Eneryda) w zaadaptowanym na potrzeby mieszkalne budynku szkoły z 1935 roku (chciałabym zobaczyć te wnętrza!). Strony internetowej brak.

  • Océane Delain - studentka z Paryża, która z Ingą Leo współtworzyła kolekcję BENZY. Tkanina BENZY SKEPP (choć podpisana "design Ikea od Sweden") najprawdopodobniej jest właśnie jej autorstwa. Strony osobistej brak.

  • Emma Jones - specjalistka ds. rozwoju tekstyliów w IKEA. Wiele jej projektów można zobaczyć w sklepie - ostatnio seria BRITTEN i RENATE. To ona zebrała pomysły studentów Beckhams College i ujęła je w ramy kolekcji. Strony oczywiście brak. ;P

  • Helen Trast - na pewno wszyscy kojarzą jej tkaniny z serii FREDRIKA (kolejny blogowy hit!). Ciekawostka - jest absolwentką Beckhams College. :) Praktycznie od początku kariery pracuje dla Borås Wäfveri AB (szwedzkiej spółki akcyjnej skupiającej przedsiębiorstwa tekstylne) i stworzyła pod tym szyldem liczne kolekcje. Strona: http://helentrast.se/index.html

  • Malin Åkerblom - moja aktualna faworytka wśród projektantów. W 2010 ukończyła HDK (Högskolan för Design och Konsthantverk - wspominałam jakiś czas temu, że Kazuyo Nomura również jest absolwentką tej szkoły) i natychmiast podjęła pracę dla IKEA, czego efektem były najpierw tkaniny Gullan Blom i Gullan Frukt a obecnie wchodzą do sprzedaży SOLGERD i SOLRUN. Strony internetowej nie ma, natomiast linka do Facebooka nie podaję, gdyż jej profil jest zdecydowanie prywatny.

Tkanina SOLRUN. Czy nie kojarzy się wam ze słynnymi makami Marimekko?


Powyższa pościel to element dyplomu Malin. Piękna, architektoniczna... zdjęcie pochodzi ze strony HGK


  • Maria Åström - zaprojektowała tekstylia do serii Ikea Stockholm. Pracuje także dla szwedzkiego Ljungbergs - tu jej kolekcja, strony prywatnej brak. Aha, zgadnijcie, jaką szkołę skończyła? ;)

  • P. Amsell/B. Wesslander - Pia Amsell i Barbro Wesslander prowadzą studio w Sztokholmie. Obie panie brały udział w 2007r. w prestiżowej wystawie "17 Swedish designers – chez Pascale" ukazującej dorobek twórczy siedemnastu uznanych kobiet- projektantek. Strony internetowe: http://www.barbrowesslander.se/ oraz http://www.piaamsell.se/

  • Erika Pekkari - stworzyła m.in. tkaninę KATRIN (kolekcja wiosenna 2007r.) Strona internetowa: http://www.erikapekkari.se/

  • Nina Jobs - "one of the leading ladies of Swedish design", dla IKEA zaprojektowała m.in. tkaninę HEDVIG (kolekcja 2006 dostępna w 2007 roku). Strona internetowa: http://www.ninajobs.se/



  • Na razie koniec. Ale myślę, że za jakiś czas powstanie trzecia część listy. :) Miłego oglądania!

    niedziela, 25 września 2011

    W gąszczu maszyn do szycia



    Czasem myślę, że w szyciu najbardziej mnie fascynuje sam sprzęt szyjący. ;P To pewnie zasługa wielu godzin spędzonych na wykładach i ćwiczeniach z mechaniki i fizyki - człowiek chcąc nie chcąc zaczyna inaczej patrzeć na układy dźwigni i przekładni, nawet gdy upiera się, że posiada umysł humanistyczno-artystyczny. ;)

    Czytam pasjami wątki poświęcone wyborze maszyny do szycia.

    Zazwyczaj osoba planująca zakup nowego sprzętu wpada na forum i zadając pytanie "jaką kupić maszynę?" oczekuje w odpowiedzi konkretnej marki i modelu. ;) Cóż - i zazwyczaj każdy poleca markę, której sam jest użytkownikiem. Oczywiście nie robi tego ze złej woli, w końcu najrzetelniej można się wypowiedzieć na temat znany z własnego podwórka. Jednakże gdy w pewnym momencie w jednym miejscu znajdzie się wielu użytkowników jednej marki, jej popularność rośnie i w końcu zaczynają ją również polecać osoby nie mające w ogóle z danym sprzętem styczności. Na tym polega właśnie niebezpieczeństwo szukania rad w internecie - czyta się opinie nie mogąc mieć jednocześnie pewności, czy podchodzą od praktyka, czy od teoretyka... czy od idealisty-fantasty. ;) Dodatkowo trzeba liczyć się z tym, że we wzmacnianiu marki biorą nierzadko udział profesjonalni sprzedawcy.

    Jednakże wcale nie odradzam szukania informacji w internecie. Sama tak zrobiłam przez zakupem własnej maszyny. :) I obecnie po latach dogłębnego researchu również chętnie dzielę się swoją opinią.

    Pierwsza i najważniejsza zasada, jaką należy się kierować przy zakupie, brzmi: są marki wydające się bardziej lub mniej godne zaufania, ale ostatecznie liczy się konkretny model. Istnieją producenci o świetnej opinii (np. Janome, Bernina), jak również tacy, od których każe się uciekać ("nowy" Łucznik). Jednakże nie łudźmy się, zawsze znajdą się zadowoleni użytkownicy Łucznika i złorzeczący janomczycy. ;) Ale jeśli na trzech z rzędu forach internetowych ludzie narzekają na model Kunegunda od firmy XXX, to znak, iż ta konkretna maszyna być może jest jednym z gorszych wyborów (choć kto wie? może najlepszym, ale zaręczam, w inżynierii nie powinno się budować żadnej konstrukcji tzw. fartem;)).


    Jak wybrać udany model? Oto krótki przewodnik dla niezmechanizowanych ;)
    1. Uważnie przeczytaj podany przez producenta opis maszyny i odsiej informacje ważne od mniej ważnych. Funkcję szycia do tyłu, naprężenie górnej nici i oświetlenie pola pracy ma dosłownie KAŻDA maszyna. Nie znam również żadnego modelu, w którym niemożliwym byłoby zastosowanie podwójnej igły, w którym nie ma zygzaka lub NAWET ściegu krytego lub, o zgrozo, funkcji nawlekania nici na bębenek! Wszystkie powyższe rzeczy nie są rarytasem. To po prostu standard.
    2. Ścieg owerlokowy (lub ogólnie ścieg elastyczny poza zygzakiem) - obok ściegu krytego też raczej standard w maszynach. Nie zastąpi osobnego owerloka, który ma kompletnie inną konstrukcję niż maszyna do szycia, nie ma po prostu technicznych możliwości. Ale z odpowiednią stopką może się sprawdzić przy obrębianiu i zszywaniu wielu tkanin i dzianin. Nie roluje krawędzi i całkiem ładnie wygląda.
    3. Funkcje płynnej regulacji szerokości i długości ściegu - pozwala idealnie dobrać parametry ściegu do rodzaju tkaniny i naszych upodobań. Można bez nich żyć, ale dla mnie są niezbędne, bo sprawiają, że maszyna elastycznie dopasowuje się do potrzeb. Nie ma ich w najtańszych modelach, często hipermarketowych, częściej nie ma regulacji szerokości niż długości. Producent płynną regulację zastępuje 3-4 programami - np. mamy 3 programy z zygzakiem i 3 programy z różną długością ściegu prostego. Zwróćmy uwagę, że w momencie, kiedy przykładowo maszyna ma wszystkich programów w liczbie 12, to już 6 jest zajętych przez stębnówkę i zygzak a reszta to mogą być 4 programy do półautomatycznej dziurki, 1 program do ściegu krytego i 1 satynowy. Dosyć ubogo, prawda? ;)
    4. Regulacja docisku stopki - tu "płynna regulacja" może znaczyć, że za docisk odpowiada sprężyna, na którą nie mamy wpływu, ale może też oznaczać regulację pokrętłem. Niższe modele maszyn mechanicznych i niższe elektronicznych najczęściej mają docisk automatyczny - wyższe nawet 7-punktowy. Lepiej nie polegać na opisie i zapytać sprzedawcę. Są zwolenniczki regulacji automatycznej, ale ja, jako typowa zosia-samosia, wolę wszystko ustawiać sama. :)
    5. Mechaniczna czy elektroniczna? Nawet najniższy model elektronika ma więcej możliwości niż najwyższy model mechaniczny. Ma na przykład regulację prędkości szycia, możliwość szycia bez pedału, więcej rodzajów dziurek (w tym dziurki z tzw. "oczkiem") i ściegów ozdobnych. Poza tym największa różnica polega na sposobie sterowania maszyną - w mechanicznej są pokrętła, w elektronicznej przyciski i wyświetlacz ciekłokrystaliczny. Najdroższe maszyny to będą zawsze maszyny elektroniczne.
    6. Mit o częściach metalowych nadal jest żywy. Technika poszła do przodu, niemetalowe części też mogą być trwałe. :) A plastikowe obudowy są lekkie i wygodne i łatwo po nich poznać gorszą jakość. ;)
    7. Rodzaj chwytacza to raczej kwestia gustu. Za rotacyjny często trzeba dopłacić, ale bywają drogie modele (np. Berniny) z chwytaczem wahadłowym, więc ciężko stwierdzić, że wahadłowy jest gorszym wyborem. Ale ja wolę chwytacz rotacyjny, bo widzę, kiedy nić w bębenku się kończy. :D
    8. Ściegi ozdobne. Im droższa maszyna, tym jest ich więcej. Często oszczędza się właśnie na nich, bo nie są potrzebne do zwykłego szycia, poza tym nawet w tanich modelach zawsze się znajdzie choć jeden satynowy. Z liczbą ściegów ozdobnych jednak wzrasta również liczba ściegów użytkowych, w tym owerlokowych i innych elastycznych. Tylko od fantazji kupującego zależy, czy i jak je wykorzysta. Ja mam bardzo niewiele ściegów ozdobnych i żałuję. ;)
      Poniżej próbka ściegów średniego modelu elektronicznej maszyny Janome. Znalazłabym do nich niejedno zastosowanie. :)




    Na koniec rada:
    • zawsze kupuj najlepszą maszynę, na jaką cię stać. Zaręczam - im droższa maszyna, tym bardziej funkcjonalna, elastyczna i łatwiej dopasujesz jej możliwości do wzrostu twoich szyciowych potrzeb. Najtańsze modele są dla niewymagających i tylko do okazjonalnego szycia.
    Zapraszam na fora, gdzie dyskutuję o maszynach: ekrawiectwo.net (jako Aire) i Szyjemy po Godzinach (jako Harmony).


    Linki:
    • dystrybutor marki Arka AGD, Singer, Juki - http://arkaagd.pl/
    • generalny dystrybutor na Polskę marki Janome - szyj.pl
    • marka Husqvarna
    • polska strona maszyn marki Bernina
    • Siruba znana z maszyn przemysłowych ma także linię domową - tu można obejrzeć i ewentualnie kupić maszyny 
    • Juki znana z maszyn przemysłowych ma również linię domową - Juki Polska
    • polska strona marki Pfaff
    • polska strona marki Brother
    • marka Elna
    • polska marka, choć już raczej nie-polska myśl techniczna - Łucznik
    • skromna reprezentacja marki Toyota
    Lista jest niepełna - dystrybutorzy, nie wiedzieć czemu, czasem nie widzą potrzeby stworzenia odpowiedniej strony informacyjnej - szkoda. W sklepach można dostać np. maszyny marki AEG, Jaguar, Zetina, Veritas (marka niemiecka należąca obecnie do Berniny i najprawdopodobniej dostępna w jej kanale dystrybucyjnym), Gritzner (do złudzenia podobny do starych modeli Pfaffa), Newlife (linia Pfaffa), Redstar, Allstar i Bluestar - te, o ile się orientuję, z kanału dystrybucyjnego Husqvarny (praktycznie identyczne pod względem funkcji jak linia Huskystar). Być może gdzieś w Polsce można też kupić maszyny włoskiej marki Necchi lub niemieckiej Privileg. A na pewno można co jakiś czas kupić w sieci Lidl maszynę SilverCrest. Wybór olbrzymi i z pewnością zadowoli wszystkich. :)