Pokazywanie postów oznaczonych etykietą design. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą design. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 maja 2019

Rzym taki insta





Jak tu pisać o Rzymie, kiedy już wszystko o nim napisano? Rzym to wielotysięczna historia, świadectwo europejskiej cywilizacji i kultury, serce chrześcijańskiego świata... ale moje pierwsze wrażenie było - o rany! jaki tu bałagan... ile aut... śmietników zupełnie bezstresowo wystawionych na główne ulice. Ludzi nie mających w zwyczaju ustępować z drogi, nawet jeśli chodnik pozwoli spokojnie się wyminąć bez kolizji. Życzliwość i otwartość tubylców też była ciężka do zauważenia. Żeby nie było, nie zauważyłam u Włochów otwartej wrogości, czy też nawet nieuprzejmości. Raczej duże zdystansowanie i taka zwykłą, dość dobrze ukrytą niechęć. Oczywiście zdarzały się wyjątki, jak na przykład moja gospodyni Marina. :) Większość jednak jest chyba zmęczona turystami. I nie ma się co dziwić! Czytałam opowieść o podróży do Rzymu na polskim blogu lajfstajlowym - pani bardzo emocjonalnie opisywała, że nie ma nic do powiedzenia o zabytkach, bo postawiła na "chłonięcie atmosfery miasta", co wiązało się z fotografowaniem cudzych balkonów, cudzych talerzy w restauracjach, zaglądaniem w prywatne życie Rzymian... hej, a gdzie jest uszanowanie prywatności tubylców? Czy wypada wciskać obiektyw w każde możliwe miejsce? Nawet w cudze żarcie? Nie chciałabym być mimowolną gwiazdą czyjegoś blogaska, bo komuś spodobało się, że, no nie wiem, dziergam na Placu Włókniarek Łódzkich.

A swoją drogą, obok największych atrakcji Rzymu całkiem łatwo można było zidentyfikować blogerki oraz gwiazdy i gwiazdki Instagrama. Były to zazwyczaj młode dziewczyny z rozwianym włosem i męskim fotografem na podorędziu, wyginające się w najróżniejszych pozach, wyczekujące chwil, kiedy przez milionową część sekundy nie ma obok tłumów, wspinające się na barierki... śmiesznie to wyglądało, a w efekcie teraz, po powrocie, słit focie influencerek nie mają już takiego uroku. Wydają się jedynie efektem produkcji wspomnień na potrzeby zasięgów a nie zapisem doświadczenia. Takie manufaktury wymyślonego życia.

No, ale ja też fociłam, i mój mąż focił i nawet robiliśmy sobie selfiki. :D

No dobrze, zaczęłam pisanie o Rzymie od krytyki, ale przecież byłam przeogromnie podekscytowana perspektywą odwiedzin Wiecznego Miasta. Starożytność była moją ulubioną epoką w historii od zawsze, swego czasu znałam mity greckie praktycznie na pamięć, zaliczałam książki tej tematyce (nie wyłączając "Quo Vadis"!), a na maturze zdawałam język łaciński. :D Tuż przed wyjazdem próbowałam odświeżyć sobie łacinę (w celu odczytywania antycznych napisów) i przetrzepałam Google Maps piksel po pikselu, żeby zaplanować najlepsze trasy zwiedzania. No i, oczywiście! Szukałam adresów sklepów z tkaninami. :D Tuż przed wyjazdem OBOWIĄZKOWO obejrzałam po raz kolejny "Gladiatora", no bo w końcu było tam Koloseum (i Joaquin Phoenix w roli Kommodusa), a także "Anioły i demony". :D

Wymyśliłam sobie, że wejdę do centrum miasta tą drogą, którą święty Piotr próbował uciec, ale przeszkodziły mu w tym niezwykłe okoliczności opisane przez Sienkiewicza. Via Appia, starożytna droga prowadząca do serca imperium - Forum Romanum -  istnieje częściowo do dziś, jedynie zyskała przydomek Antica. To świetne miejsce na spacer (baaardzo długi spacer) i zwiedzanie. Miejsca, gdzie padło słynne pytanie "Gdzie idziesz, Panie?" nie da się przegapić, bo stoi tam kościół i jest w nim nawet Sienkiewiczowe popiersie. Prócz tego można zwiedzić po drodze katakumby, mauzolea, posiadłość cesarza Maksencjusza albo posiadłość Kommodusa (tak! TEGO Kommodusa). Na koniec dochodzi się do murów Aureliana i wtedy już wiesz, że jesteś w Rzymie. :)


Quo vadis, Aire?


A co za murami? Ruiny, ruiny i jeszcze trochę ruin. Serio, Koloseum to niejedyne świadectwo potęgi Rzymu. Trzeba wejść i to poczuć. Jeśli już planujecie zainwestować w bilet wstępu do Koloseum, to koniecznie zarezerwujcie sobie dodatkowe 4 godziny na Palatyn i Forum Romanum, bilet jest wspólny do wszystkich trzech atrakcji. Starożytni Rzymianie cierpieli na gigantomanię, nie znali umiaru w niczym! Pozostałości po ich budowlach na wzgórzu palatyńskim robią przeogromne wrażenie, dają pogląd, jakie to wszystko było duże. Na przykład wspomniany wyżej Maksencjusz. Na terenie jego wiejskiej chatki kazał zbudować sobie stadion... tfu, circus. Na Forum Romanum zaczął budować bazylikę o długości, bagatela, 80 metrów, wysokości - chyba do samego nieba. I wcale się preferencjami nie wyróżniał wśród innych możnych ówczesnego świata. Bazylika do dziś stoi i choć jest ruiną, zapiera dech w piersiach (kawałek jest widoczny na pierwszym zdjęciu z prawej strony).






Niedaleko ruin jest Muzeum Kapitolińskie. Kolejne kilka godzin stracone dla świata! Zobaczymy tu słynną Wilczycę, która prawdopodobnie wcale nie była dziełem Etrusków, tylko powstała w średniowieczu (ale ja tam wolę wersję etruską!)




No i można spotkać słynnego Kommodusa! Zobaczyłam go i pomyślałam, "ej, ale zaraz, przecież Joaquin nie nosił brody, to popiersie kłamie". ;D Swoją drogą, Ridley Scott całkiem nieźle sportretował w filmie cesarza. To był naprawdę niezbyt miły facet. Wspominałam o jego posiadłości przy Vii Appii Antice? No cóż, pierwotnie to była willa pewnych braci, ale na nieszczęście spodobała się Kommodusowi, wskutek czego bracia nie skończyli dobrze, a majątek i willa trafiły w łapy cesarza. Prawdą jest również to, że Kommodus wychodził walczyć na arenę i że pomagał sobie zwyciężać poprzez niehonorowe zachowania (aczkolwiek mówią, że był silny i potrafił walczyć) - w filmie przed finalową walką rani Maximusa w bok. Taki zbój, o. Istnieje też jego popiersie w stroju Heraklesa/Herkulesa, zatem można do listy jego wad dopisać śmiało manię wielkości.


Kommodus taki dystyngowany :D

Spotkałam Cycerona. Mam do niego stosunek osobisty, albowiem to jego teksty tłumaczyłam na maturze. :) 




Po tym zwiedzaniu miałam jedną refleksję - najwięcej szczęścia (albo "szczęścia") miały te zabytki starożytności, które przejęło szybko chrześcijaństwo i zamieniło na kościoły. Koronnym przykładem jest Panteon, ale dowody na tę tezę znajdziemy w okolicach Palatynu i innych miejscach. I tak to wygląda, na antycznym Rzymie wyrasta Rzym świętych, męczenników, papieży... i artystów pracujących dla papieży. Kiedy zaczynamy zwiedzać kościoły rozsiane po mieście jak mak, zaczynamy doświadczać uczucia przytłoczenia, to Rzym bogaty i strojny, pełen dzieł sztuki, marmuru i niezliczonych świętych relikwii. Zwiedziłam wiele rzymskich kościołów. Absolutnie do każdego warto wejść. Te ściany wykładane marmurem... zdobienia ociekające złotem. Patos i majestat.


Wnętrze Panteonu



Wspominałam o megalomanii antycznych rzymian? Cóż, pycha i wielkie ego kwitły w Wiecznym Mieście przez wieki i kwitną nadal. Papieże dzielnie kontynuowali uprawianie monumentalizmu. Oto skromniutki nagrobek Juliusza II ze słynnym Mojżeszem autorstwa Michała Anioła:




Piszę skromniutki, bo pierwotnie projekt uwzględniał 40 postaci naturalnej wielkości. Julcio nie znał ograniczeń! No i miał pod ręką słynnego rzeźbiarza, którego eksploatował bez zahamowań. Jednakże plan gargantuicznego mauzoleum nie doszedł do skutku, bo o ile Michał Anioł był geniuszem, to jednak nie umiał się rozdwoić. Papież namówiony przez zazdrośników Bramantego i Rafaela kazał mu przerwać prace nad rzeźbami i w międzyczasie pomalować Kaplicę Sykstyńską, unieszczęśliwiając tym samym artystę, który malarstwa w ogóle nie cenił. Jednak ów chwycił za pędzel i cóż, znamy efekt. Bramanti i Rafael nie mieli chyba zbyt wesołych min, kiedy zobaczyli freski... :D A grobowiec? Juliuszowi się zaraz prędko zmarło a po jego śmierci rozsądniej zaplanowano oprawę  jego wiecznego spoczynku. Nie trafił nawet do Bazyliki św. Piotra, a jedynie do... Bazyliki św. Piotra w Okowach, o wiele skromniejszego kościoła. I tam właśnie wznosi się jego znacznie odchudzony grobowiec, który i tak robi ogromne wrażenie. Dość wspomnieć, że sama figura Mojżesza mierzy ponad 2 metry! A nad nią na swoim sarkofagu leży Juliusz, wyciągnięty zalotnie, zupełnie jak nie papież...

A skoro już jesteśmy przy sprawach kościelnych, zabawne jest tropienie w Rzymie śladów "Aniołów i demonów", trasę według książki Dana Browna opisują przeróżne przewodniki, listę miejsc do odwiedzenia podaje na przykład www.rzym.it. Jeśli mam być szczera, film podobał mi się średnio, jest nudny i tylko Ewan McGregor w nim błyszczy, samą książkę próbuję ambitnie zmęczyć już od ponad miesiąca i nadal nie doszłam nawet do połowy... ale w zaliczanie trasy pod znakiem illuminatów bawiłam się i było świetnie, bo przy okazji zaznajomiłam się z twórczością Berniniego. :)





Trzeba przyznać,  że zwiedzanie Rzymu to ciężka robota. Trzeba mieć do tego dobrą kondycję i bardzo wygodne buty. Komunikacja miejska jest niezwykle pomocna i wcale niedroga, ale czasem po prostu było żal wsiadać w autobus lub metro i odebrać sobie możliwość przechadzki po nieodkrytych jeszcze okolicach. W rezultacie przeżyłam najbardziej męczące wakacje w życiu. I chętnie pojechałabym jeszcze raz!




Jako rasowa blogerka zaliczyłam słit focię na Schodach Hiszpańskich :D Podziwiam instagwiazdki wyczekujące chwil bez tłumów, to prawie niemożliwe... i nienaturalne, Rzym jest zatłoczony i już.




niedziela, 23 marca 2014

Herbata z Teslą na urodziny





W piątek miałam urodziny. Ciężko już zliczyć które z kolei, bo dawno zabrakło mi paluszków. ;) Ale urodziny są fajne. A w tym roku były wyjątkowo fajne, bo dostałam w prezencie porcelanowy kubek z Teslą. :)

Seria "Great Inventors" z (polskiej) fabryki porcelany Kristoff zauroczyła mnie od pierwszego wejrzenia. Klasyczne kształty o wzornictwie mającym kilkudziesięcioletnią historię i bardzo, bardzo nowoczesna, czarno-biała grafika. I złote ucho! Oraz temat przewodni, wprost idealny dla dziewczyny z polibudy. ;) Nie musiałam wiedzieć, że kolekcja zdobyła nagrodę Must Have na zeszłorocznym Łódź Design Festiwal. Musisztomieć było oczywiste.

Oto Nikola Tesla taplający się w herbacie z cytryną:


Autorką projektu jest Kaja Kusztra


Nikola Tesla to był gość! Nie dostrzegamy na co dzień, ile mu zawdzięczamy, a tak naprawdę z efektami jego pracy stykamy się w praktycznie każdym momencie życia.To Tesla przyczynił się do rozpowszechnienia prądu przemiennego, a nikt chyba nie zaprzeczy, że bez elektryczności ciężko obecnie funkcjonować. Ile przedmiotów w domu wymaga podłączenia wtyczki do gniazdka? No właśnie. :)

Ale Nikola nie miał wcale łatwo. Musiał stoczyć ciężkie boje z Edisonem (tym od żarówki... i krzesła elektrycznego), który chciał produkować prąd stały. Edison miał mocny argument w garści - prąd stały jest bezpieczniejszy dla człowieka. Argument tak istotny, że pomijał fakt, iż dystrybucja prądu wymagałaby mini elektrowni na każdym rogu ulicy. To przecież nawet lepiej dla przedsiębiorcy, prawda? ;) Ale jak wyglądałoby miasto? 
Na szczęście Tesla w końcu wygrał. Aby pokazać, że prąd przemienny nie jest taki straszny, zorganizował pokaz, na którym sam wystąpił i pozwolił, by prąd przepłynął przez jego ciało. Przy okazji spektakularnie postrzelał błyskawicami, dzięki czemu do dziś jest znany jako władca piorunów. 

Z Edisonem nigdy się nie polubili... ;D



Krótka ściąga z biografii Tesli z tyłu kubka.


Świętowałam urodziny przy butelce advocata - znalazła się okazja, żeby wypróbować kieliszki wypatrzone w jednym ze szwedzkich secondhandów. :) Truskawki okazały się niezbyt smaczne (ale czy o tej porze roku mogą być dobre?), jednak ogólnie impreza się udała. 

No i wiosna w końcu przyszła! 




Linki: