Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 sierpnia 2017

Moja sierotka Singer 14SH754





Minął prawie rok od zakupu w Lidlu drugiego w moim życiu owerloka. Mówiłam, że nie będę się spieszyć z recenzją? Cóż, pierwsze wrażenia przy testowaniu sprzętu bywają mylne, co można było prześledzić, kiedy Lidl wypuścił owerloki Silvercrest. Po wstępnych zachwytach na blogach zaczęły się pojawiać nieśmiałe doniesienia o awariach, reklamacjach, zwrotach towaru... sama też gwoli uczciwości wysmażyłam posta o problemach z tym sprzętem i oddaniu go w rezultacie do sklepu. Z Singerem postanowiłam postąpić ostrożniej, tym bardziej że jakość stojąca za marką bywa czasem dyskusyjna, i opisać go po ochłonięciu i bez uprzedzeń.

Dla kogoś, kto liczy na krótkie podsumowanie moich przebojów z Singerem bez wnikania w nadmiar zbędnego tekstu, powiem od razu: ujdzie ten owerlok, nie jest taki ostatni. ;)

Jeśli ktoś woli więcej szczegółów, zapraszam do dalszej lektury. :) :)




Pozwólcie, że najpierw wyjaśnię, na czym szyję na co dzień. Od 2013 roku cieszę się posiadaniem maszyny z wyższej półki, komputerowej Janome Horizon MC8900QCP. Użytkowanie jej oznacza, że chcąc nie chcąc przyzwyczaiłam się do pewnych standardów - cichej pracy, braku konieczności uciążliwych ustawień naprężenia, gładkich ściegów, generalnie jakości szycia raczej ponad standard. Dodatkowo szyję na maszynie już chyba... no, prawie 30 lat (wcześnie zaczęłam) i raczej dość dobrze znam się na jej obsłudze. Owerlok to wciąż u mnie nowość, trochę inna filozofia szycia, która nie do końca była w moim guście. A na dodatek owerlok z półki budżetowej? To było jasne od samego początku, że nie dostanę czegoś w typie Wielkiej Krowy Horizona, dlatego nie ekscytowałam się, że za chwileczkę, za momencik zapałam prawdziwym uczuciem do owerloków, bo wiele wskazywało, że tak nie będzie. Jednakże mimo wszystko liczyłam na to, że coś się uda na Singerze uszyć (w przeciwieństwie do niesławnego Silvercresta). A poza tym, jeśli ma się nie kochać owerloków, to lepiej przekonać się na czymś tańszym, prawda?

Pierwsze testy Singera 14SH754 wypadły bardzo obiecująco. Przede wszystkim przeżył nawleczenie nici (Silvercrest od razu miał problem, choć dbałam o właściwe umieszczenie nici w talerzykach naprężaczy). Próby na różnego rodzaju tkaninach i dzianinach poszły świetnie. Po kilkunastu minutach pracy zaczęłam marzyć o zatyczkach do uszu, bo tłucze się ten dziadek niemiłosiernie! Zaczęłam się zastanawiać, jak bardzo fabryka nie podokręcała wewnętrznych części i czy już powinnam uderzać do mechanika na przegląd. Uznałam, że jeszcze nie, skoro ściegi wyglądają ok.;) W międzyczasie poczęstowałam niektóre miejsca olejem, ale to niewiele pomogło. Potem musiałam zmienić nić na lewej igle, bo zaczęła się zrywać. A potem odkryłam, że przy mocniejszym naciśnięciu dolnego chwytacza można go UGIĄĆ. A jeśli można go ugiąć, to można też łatwo rozsynchronizować dolne i górne mechanizmy tworzące ścieg! Wystarczy jeśli przez nieuwagę wplączemy materiał w płytkę ściegową lub złamiemy igłę. Plus odrobina pecha.




Mimo wszystko Singer szył! I uszył spódnicę, którą widzicie w dzisiejszym poście. Ponieważ szycie na skrawkach nie pokazuje w pełni możliwości sprzętu, kupiłam najtańszą, akceptowalną wizualnie dzianinę i się zabawiłam. Zwykłej maszyny użyłam tylko do wykonania tunelu na gumkę. Spódnica jest doskonałym przykładem na to, że Singer jak Singer, ale umiejętności operatora też mają znaczenie, jeśli chcemy ładne wykończenie. ;) Ja też przekonałam się, że ustawienie właściwych naprężeń we wszystkich czterech niciach nie jest takie łatwe, jeśli tylko trafimy na bardziej wymagający materiał! Tego się najbardziej obawiałam, bo jeśli nie można na pierwszej lepszej swetrówce uzyskać prawidłowego ściegu... to co wtedy? Zaakceptować? Wyrzucić owerlok przez okno? Przyznać, że jest się osiołkiem? ;D






Dogadaliśmy się. Spódnica, uszyta może w dość nonszalancki sposób, została w szafie, nawet ją założyłam, nawet dostała komplement! To potem wymyśliłam szycie swetra. Poszło nieźle, Singer przeszywał nawet większe zgrubienia bez większego stresu. Przy przyszywaniu plisy ścieg znów wyszedł brzydko - okazało się, że operatorowi osiołkowi nikt nie przypomniał, żeby stopkę opuścić... rozpieszczonemu dziewuszysku Krowa Horizon przypominała o takich rzeczach... ;)

Na dowód pozytywnych uczuć i otwarcia na współpracę z mojej strony Singer dostał do chwytaczy przędzę owerlokową - taką nieskręconą i elastyczną, w kolorze czarnym i białym. Na takiej łatwiej ustawić naprężenia. 

Brał udział w szyciu koszulki z dzianiny wiskozowej. Tu z kolei okazało się, że jeden z prowadników nici chwytacza, ten przed naprężaczem, zahacza ją i rwie. Tzn. rwie głównie tę nieskręconą przędzę, z nićmi chyba nie było problemu. Trzeba pamiętać, żeby go omijać przy nawlekaniu.

A potem pewnego dnia chciałam sobie PO PROSTU POSZYĆ, więc wróciłam do Horizona. Rozumiecie - rozpieszczone dziecko wróciło do dobrze znanej i bezproblemowej zabawki (a przynajmniej do zabawki, której ewentualne problemy łatwo i błyskawicznie rozwiązać). A potem mój czas na szycie skurczył się tak drastycznie, że nowy sprzęt nie miał szans się wybić. Biedna sierotka, owerlok Singer stał w kącie parę miesięcy i czekał na lepsze czasy. 

Doczekał się! W tym tygodniu. :) Szyjemy razem dżinsową spódnicę. Idzie bardzo dobrze. Tylko ten jeden prowadnik nici muszę omijać. :)


Podsumowanie

Singer 14SH754 to owerlok z klasy budżet - jednak w mojej opinii cena, jaką trzeba za niego zapłacić w Lidlu, jest uczciwa, a nawet dość atrakcyjna w porównaniu do oferowanej jakości i cen tego rodzaju sprzętu na rynku. Model 14SH754 można dostać nie tylko w Lidlu, ale też w zwykłych sklepach rtv i agd, za podwójną cenę lidlowską. Mówi się, że Lidl sprzedaje sprzęt gorszy i dlatego płacimy za niego mniej, ale nie mam porównania.

Wady mojego egzemplarza:
  • głośność uniemożliwiająca szycie po 22; możliwe, że części są zaprojektowane ze zbyt niskim poziomem precyzji, być może są też niewyregulowane;
  • luz na igielnicy;
  • miękka stal chwytacza dolnego (resztą się nie bawiłam, co chyba rozumiecie;));
  • czasem dosyć kłopotliwe ustawienie naprężeń i uzyskanie prawidłowego ściegu.
Zalety mojego egzemplarza:
  • naprężenia da się ustawić! :)))
  • łatwość przełączania ściegów, kiedy przechodzę ze ściegu 4-nitkowego na obrzucający 3-nitkowy, odcinam tylko niepotrzebną nić do którejś igły a samą igłę zostawiam, to koniec zmian;
  • ściegi wyglądają bez zarzutu nawet na zgrubieniach (choć lepiej na nich zwolnić);
  • cena.
Przy moim braku miłości do owerloków naprawdę jestem w stanie funkcjonować z tym Singerem. Nie mam żadnego mocnego powodu, żeby kogokolwiek do niego zniechęcać. Owszem, są punkty, które warto rozważyć. Podejrzanie miękka stal chwytaczy. Jakieś niedoskonałości wykonania (prowadnik rwiący nitkę, luzy). Może nie powinien się za niego brać ktoś całkowicie początkujący z szyciem. Żółtodziobom zawsze będę polecać sprzęt o wysokim współczynniku zaufania (i z dobrym serwisem!). Jeśli ktoś z kolei szyje dłużej, łatwiej zauważy, kiedy błąd jest wynikiem braku doświadczenia (bo się stopki nie opuściło...) a kiedy usterką maszyny. Wspomniałam, że mam górnopółkową maszynę do szycia po to, żeby było wiadomo, iż czasowe porzucenie owerloka na rzecz maszyny do szycia to kwestia bardziej skomplikowana niż tylko "szyje dobrze - szyje źle". To się rozbija o niuanse, ilość dostępnych udogodnień, które pomagają w życiu ale nie są obligatoryjne do uzyskania dobrego ściegu. Myślę, że może najlepszą rekomendacją, jaką mogę udzielić, jest oświadczenie, że sierotka Singer ma u mnie dom i na razie z niego nie odejdzie. I będzie używany. :)





piątek, 17 lipca 2015

Gadżetomania - kreda krawiecka w pisaku





Patrzcie, jaki fajny prezent dostałam! Kreda krawiecka w pisaku, z wymiennymi, różnokolorowymi wkładami. Niespodziankę sprawiła mi szwagierka i kiedy zobaczyłam opakowanie, to na chwilę zapomniałam języka w buzi, bo to chyba pierwszy krawiecki prezent w moim życiu. :))) 
Wiadomo, że ważne jest, by linie przeniesione na materiał były w miarę cienkie i precyzyjne. No, może nie wszyscy przywiązują do tego aż tak wielką wagę, czasem widuję na blogach niefrasobliwą twórczość artystyczną w tym temacie i, o dziwo, nie przeszkadza to w wykonywaniu idealnych szwów. Ja niestety najchętniej mierzyłabym wszystko suwmiarką z czujnikiem laserowym, więc im dokładniejsze narzędzie mam w rękach, tym lepiej się czuję. Kreda w pisaku jest przede wszystkim bardzo wygodna, dobrze się trzyma (jak zwykły długopis) i łatwo ją naostrzyć zwykłą temperówką (oczywiście po wyjęciu z nasadki). Już dawno powinnam była sobie sprawić coś podobnego. :) Nie trzeba jej mocno dociskać, żeby nanieść kolor na tkaninę a przy tym nie kruszy się i nie osypuje. Ogromnie mi się podoba ta zabawka:


Linie w rzeczywistości są ciut bardziej intensywne.


Na zdjęciach mam wkład różowy, ale do wyboru jest jeszcze żółty, zielony, niebieski, lawendowy i dwa białe. Starczą na bardzo długo a pewnie gdzieś w sklepach znajdą się w razie potrzeby dodatkowe. Jeśli ktoś jeszcze nie znał takiej kredy, to polecam! :)



środa, 27 sierpnia 2014

Szycie po fińsku z Ottobre Design





Ottobre to kolejne czasopismo (po Burdzie, Neue Mode, Nowym Pramo i Annie Modzie na Szycie) z wykrojami do szycia, jakie zdarzyło mi się używać. Redakcja mieści się w Finlandii i oryginalnie jest wydawane w języku fińskim, ale ja je spotkałam pierwszy raz w Szwecji i mam je w języku szwedzkim. Bardzo popularne jest w krajach anglojęzycznych, jako że i anglojęzyczna wersja jest dostępna. Dziewczyny chwalą modele za dobre dopasowanie i ponadczasowość. Cóż, "ponadczasowość" i tzw. klasyka oznacza zazwyczaj, że ciuchy są bezpieczne, żeby nie powiedzieć nudne. ;) Ale w końcu w szafie dobrze mieć też ubrania bazowe, prawda? 

Ottobre nie jest grube i wychodzi jedynie dwa razy w roku, o ile wiem w okolicach lutego i sierpnia (właśnie wychodzi kolejny, zimowy numer). Papier jest gruby i błyszczący, również ten z wykrojami, co wróży trwałość w użytkowaniu. Jednak za tę przyjemność płaci się - w przeliczeniu około 40zł niezależnie od kraju.




Każdy model jest dostępny w rozmiarach 34-52 i prezentują je najróżniejsze modelki, nie ma podziału na kolekcję dla szczupłych i szczupłych plus. Pod opisami jest metryczka, gdzie można przeczytać jaką konkretną tkaninę użyto do projektu, poznać źródło dodatków... a także wzrost i rozmiar fotografowanej dziewczyny. Pani powyżej ma 168cm wzrostu i rozmiar 46. :)




Arkusz z wykrojami wydaje się czytelny, ale uwaga - każdy rozmiar jest rysowany tą samą linią ciągłą i w niektórych miejscach można się pomylić! Na szczęście różne modele są oznaczane różnymi kolorami, więc przynajmniej nie narysujemy części od spodni przechodzącej w część rękawa. :D




Rysunki techniczne też są troszkę inne, bardziej jakby spontaniczne i z wypełnieniem imitującym oryginalną tkaninę.




W opisie szycia, jeśli model jest wykonany z tkaniny elastycznej, zawsze jest podana elastyczność. Czyli jeśli chcemy uszyć podobną rzecz, to żeby leżała podobnie, musimy szukać czegoś rozciągliwego, przykładowo, o 15%. I znów uwaga - to nie oznacza wcale, że lycry w składzie musi być 15%. To 1 metr materiału ma się rozciągać o 15cm. 

Z Ottobre uszyłam do tej pory dwie rzeczy. Pierwsza to była bluzka dzianinowa i choć to prosty wykrój, to faktycznie podobało mi się dopasowanie do figury (nawet w dzianinach warto robić zwężenie w talii!). Jednak była to typowa dzianina i trudno właściwie ocenić jakość pomysłów Ottobre. Zresztą i tak jej nie skończyłam, bo dzianina przestała mi się podobać.
Natomiast ostatnio uszyłam legginsy z tkaniny podobnej do dżinsu, ze srebrzystą warstwą wierzchnią i lycrą w składzie. Tkaninę wyciągnęłam z kosza z resztkami w absolutnie cudownym sklepie tekstylnym w Linkoping, jeśli chcecie zachować rozsądek i pieniądze w portfelu, to tam nie chodźcie. Ottobre przewidziało pasek i zapięcie na suwak kryty z boku a także suwaki przy nogawkach, ja jednak ze wszystkich trzech zrezygnowałam, bo uznałam, że nie będą konieczne przy takiej elastyczności. Zostawiłam jednak zaszewki. Nogawki przedłużyłam o 10cm, bo modelce na zdjęciu ledwie zakrywają łydki. I na koniec ROZMIAR. Według Ottobre wykroje nie mają zapasów na szwy i należy je dodać w wymiarze 1cm. Zrobiałm dokładnie tak, jak chcieli... po czym po przymierzeniu papierowej formy do gotowych legginsów ze sklepu ścinałam naddatki o ten centymetr. Legginsy wyszły idealnie. To ma Ottobre dodane zapasy na szwy czy nie? :)


Modelka na zdjęciu ma rozmiar 40 i wzrost 172cm


Ottobre wydaje jeszcze żurnal dla dzieci, chwalony jeszcze bardziej niż ten dla dorosłych. Na stronie firmowej można obejrzeć wszystkie numery łącznie z rysunkami technicznymi oraz ewentualnie wykupić prenumeratę. Wysyłają do Polski. ;)



czwartek, 6 lutego 2014

Szwedzkie szycie: Allt om Handarbete





I ponownie na blogu zawitają na chwilę szwedzkie klimaty. :) Minęło półtora roku od ostatniej mojej wizyty w przytulnej stolicy Östergötlandu i chętnie spakowałam walizki, by najbliższy miesiąc pomarznąć sobie dla odmiany za Bałtykiem. Na miejscu okazało się, że choć mamy luty, teoretycznie najgorszy miesiąc w roku pod względem średnich temperatur i ilości słońca, to w praktyce jest tu cieplej i milej niż ostatnimi czasy w Polsce. I bardzo dobrze - lepiej się spaceruje bez poszczękiwania zębami! ;)

Na pierwszych zakupach sprawiłam sobie ostatni numer Allt om Handarbete Sömnadsmagasin, czyli w wolnym tłumaczeniu Wszystko o Robótkach Ręcznych: Magazyn o Szyciu. To właściwie jedyne, "prawdziwie szwedzkie" czasopismo szyciowe, z oryginalnymi wykrojami, pozostałe to Burda Style (praktycznie taka sama jak wydanie polskie) oraz fińskie Ottobre wydawane w dwóch wersjach - dla dorosłych i dzieci. O ile Ottobre jest dobrze znane na całym świecie (szczególnie wydanie dziecięce), o Burdzie nawet nie wspominając, tak Sömnadsmagasin wydaje się zjawiskiem raczej lokalnym.

Co my w nim znajdziemy? Ano, po pierwsze, przekonamy się, że gust Szwedek nie jest szczególnie wyrafinowany i większość modeli to proste fasony, niezbyt skomplikowane do szycia, ale w każdym numerze znajdzie się coś ciekawszego, na przykład dżinsowy kombinezon:




Znajdzie się też model inspirowany wybiegiem: tutaj skórzane spodnie będące kopią spodni marki Chloe. Nie powiem, wyglądają interesująco:




Poza ubraniami dla dorosłych jest bardzo rozbudowany dział z ubraniami i zabawkami dla dzieci w różnym wieku, szczególnie zabawki są zabawne i ciekawe - czy ktoś już szył piramidę z poduszek? :)




W tym numerze znajdą się jeszcze wykroje na kosmetyczki i pokrowiec na laptopa. Nie ma natomiast żadnych wykrojów dla mężczyzn i nie umiem niestety powiedzieć, czy w ogóle się pojawiają. Możliwe, że nie ma ich wcale, bo zupełnie ich nie kojarzę z żadnego numeru, który oglądałam.

A jak wygląda szycie w Szwecji? W moim mieście (aktualnie siódme pod względem wielkości) udało mi się znaleźć kilka sklepów z tkaninami, ale wybór nie zachwycił, chyba że chciałabym uszyć pościel lub zasłonki - wtedy można przebierać w doskonałej jakości bawełnach, gładkich i wzorzystych. Wśród pasmanterii i nici najpopularniejszy jest Gütermann, jest godny polecenia Falk dostępny w niektórych marketach... i to wszystko. Ceny akcesoriów mogą zabić co wrażliwszych turystów, ale pocieszające jest to, że nawet tania, budżetowa nić z hipermarketu w szyciu sprawdza się bardzo dobrze (a jak wypadają na przykład u nas nici z takiego Lidla? rwą się od samego patrzenia...). 
Wygląda niefajnie? Jest jeszcze jedna opcja - secondhandy. :) W nich można kupić wszystko! Tkaniny, guziki, nici, wykroje, włóczki, druty, szydełka i nawet maszyny do szycia. I każdego na takie zakupy stać a kupować tam to żaden wstyd, bo szwedzki lumpeks jest często urządzony z pomysłem i czasem przypomina wręcz dom towarowy. Tylko ceny są zdecydowanie bardziej przyjazne. ;)




czwartek, 29 sierpnia 2013

Anna Moda na Szycie 2/2013



Anna Moda na Szycie to żurnal może nie dorównujący stylem legendarnej Burdzie, oferowane wykroje nie są wyrafinowane i zgodne z najnowszymi, najgorętszymi trendami, stylizacje i wybór tkanin także pozostawiają nieco do życzenia, jednak są bardzo przyjazne w użytkowaniu i polubiłam pracę z nimi. Dlatego z niecierpliwością czekałam na nowy, drugi numer, który według moich wyliczeń miał pojawić się pod koniec lipca. Nie pojawił się, więc trawiona niepokojem uderzyłam z pytaniem do wydawnictwa BPV, a tam dowiedziałam się, że planowana data wydania to dopiero 29 sierpnia, czyli miesiąc później niż by wypadało kwartalnikowi. Nic to - dziś 29 sierpnia i nowa Anna leży na biurku.

Oto kilka migawek ze środka:







 


Kilka sukienek, płaszczy, żakietów, w różny rozmiarach i raczej prostych fasonach, w sumie to, czego można się spodziewać po przedrukach marki zwanej, nomen omen, Simplicity. Na pewno wymagać będą więcej wyobraźni przy podkręcaniu ich stylu (pimp my style ;)) niż w przypadku Burdy, która daje recepty na tzw. indywidualizm w sposób dość łopatologiczny. Ale jeśli w zamian dostaje się wykroje z dodanymi zapasami na szwy - to ja jestem gotowa zaprząc fantazję. :)

Czytelnicy Facebooka wiedzą, że pracuję nad drugim egzemplarzem okładkowej sukienki z poprzedniego numeru Anny. Pierwszą wersję pokazałam w majowym poście i nie była tym, co chciałam osiągnąć. Tym razem zgodnie z zamierzeniami poprawiłam spódnicę, ale też zrezygnowałam całkowicie z rękawów. Myślę, że zmiany wyszły na plus a sam fakt, że po raz drugi sięgnęłam po ten sam wykrój, świadczy, że nie jest taki straszny i chyba można z niego "wycisnąć" więcej, niż gazeta pokazuje.
Jest jeszcze druga sukienka - model 14 z fikuśnymi ramiączkami - na razie historia zakończyła się na zaprezentowaniu próbnego muslinu-koszulki i marudzeniu na ilość potrzebnych modyfikacji. Aktualnie sprawy mają się następująco: po przeanalizowaniu egzemplarzy pokazywanych w internecie i kilku przymiarkach muslina cofnęłam kilka zmian w wykroju i dokonałam innych. Doszłam do wniosku, że to nie wysokość zaszewki piersiowej jest problemem (wspominałam o podnoszeniu zaszewki w zalinkowanym poście), ale marszczony na gumkę tył, który deformuje sukienkę i - niestety - figurę. Deformacja jest widoczna jeśli patrzy się z boku i spowodowana jest ściąganiem materiału i ramiączek przez gumkę, dlatego zamierzam zamienić gumkę na marszczenia wszyte w nierozciągliwą plisę. Mimo tych trudności sukienka nadal wydaje mi się warta uszycia. Tylko wciąż nie mam do niej podszewki. :(




piątek, 26 kwietnia 2013

Anna Moda na Szycie czyli nowe źródełko wykrojów



Trend szycie ciuchów najwyraźniej rozwija się coraz szybciej, bo oto pojawił się w kiosku nowy żurnal z wykrojami - Anna Moda na Szycie:




O ile zrozumiałam, wykroje to przedruki z Simplicity.com (ciężko się nie domyślić, skoro znaczek Simplicyty widoczny jest na prawie każdej stronie). Niezła gratka zważywszy, że pojedynczy wykrój na amerykańskiej stronie kosztuje na wyprzedaży 4 dolary, a tu mamy kilkanaście modeli za 9,90zł. Większość z nich to prosta klasyka w całkiem młodzieńczej odsłonie. Muszę przyznać, że może się podobać, choć lubię nowoczesność i ekstrawagancję rodem z Burdy. :)  Na pewno jest bardziej warta zainteresowania niż moda zamieszczana w Dianie, której serdecznie nie znoszę.




Wykroje uwzględniają już dodatki na szwy (1,5cm) i na podłożenie, isntrukcje do wszystkich modeli sa obrazkowe - wielka wygoda i ułatwienie dla początkujących:




Mam nadzieję, że wydawnictwo nie zniknie po jednym numerze, bo wygląda obiecująco. Mam nadzieję, że w praktycznym szyciu ubrania też wypadną dobrze! Póki co, jestem zadowolona z nabytku i z czystym sumieniem polecam zwrócić uwagę na ten magazyn.